Spożywamy owoce ziemi norweskiej

A tego dawno nie było… kulinaria…

Co tutaj mamy?

11045360_10153113510194304_8293046426576797621_n

No cuda… w woreczku wyjątkowo krwisty stek z… łosia. Na papierku suszone serce z renifera – palce lizać. W jednym słoiczku pasztet z renifera, a karmelizowane porzeczki na sos.

To przyrządzamy łosia….

11033156_10153113534529304_2442867725622008926_n

I voila….

11041725_10153113533699304_3951973832520008017_n

Reklamy

Męczące jest bycie obywatelem świata

Życie obdarzyło mnie unikatową możliwością… zostania obywatelem świata. Kontaktem z wielorakimi kulturami. W moich projektach mieszają się Chińczycy, Muzułmanie, Hindusi… obserwuję w dalszym ciągu co dzieje się w Polsce. Mam kontakt z Żydami i obywatelami krajów muzułmańskich. Znajomych Holendrów i Hiszpanów. Obserwuję życie Polonii norweskiej.

I co z tego wynika? Jestem zmęczony…

O ileż łatwiej przynależeć do jakiegoś kręgu: tu moi, tam obcy. Moje wartości – dobre, tamte złe. Ten mój wzlot „ponad” zaczął się od rozmowy z jakimś prymitywnym księdzem w pociągu relacji Nowy Targ – Kraków. Ksiądz perorował: to, tamto. Odpowiedziałem, a buddyści powiadają …  Ksiądz odparł: nie interesuje nas co mówią poganie. Nie jest możliwe być niezaangażowanym obserwatorem.

W projekcie nacjonalistyczny konflikt hidusko-chiński. Chińczycy owszem okazują respekt Europejczykom ale Hindusów mają za nic, podobnie czarnych. Managerowie nie rozmawiają ze sobą. Mentalnie jest mi bliżej do Hindusów, mają w dużym stopniu postrzeganie europejskie. Z drugiej strony u Chińczyków cenię wysoko lojalność, której u Hindusów występuje kompletny brak. Obie kultury łączy jednak brak jasnego wypowiedzenia „nie”. Lub: „nie, mam za dużo pracy, nie jestem w stanie tego zrobić”. W związku z tym oba narody nie przyznają się że nie wykonają jakiegoś zadania.

Koleżanka inżynierka, Tunezyjka. Otwarta dziewczyna, praktykująca muzułmanka. Publikacje na Facebook w obronie uciśnionych Palestyńczyków. Zastraszeni muzułmanie poprzez antyislamskie nastroje tworzą krąg wokół synagogi w Oslo. Pokazują solidarność z przeszłością – zastraszoną mniejszością. W międzyczasie druga moja koleżanka Żydówka odbywa służbę w IDF (wojska izraelskie) w Jerozolimie. Palestyńscy nastolatkowie zatłukli ją kamieniami gdy chciała udzielić pomocy starszemu Żydowie którego skatowali wcześniej. Jej inna koleżanka w międzyczasie wsiada do F-16 i zrzuca napalm na ISIS. Jest zmęczona.

Rosjanka z Łotwy powiada: ani Łotysze nie uznali nas za swoich obywateli, byliśmy przeklętymi ruskimi, ani Rosja za swoich. Kim jesteśmy, gdzie mieliśmy się podziać?

Byłoby lepiej dla obecnego pokolenia Rosjan gdyby umarli – powiada moja gruzińska narzeczona. Zachód nas zdradził i na nikogo nie możemy liczyć. Rosyjskie czołgi przetoczyły się przed jej domem w Tbilisi a wyrzutnie rakietowe Grad zniszczyły miejscowe przedszkole, wokół walały się zwłoki dzieci.

W Norwegii Rosja nie jest tematem. Raczej samobiczowanie – służymy USA, to zły, terrorystyczny kraj, najeżdżają niewinnych. I źle traktujemy muzułmanów.

Męczące jest bycie obywatelem świata.

Zniszczę system

Niezbyt norweska ta zima. Najpierw skuło mrozem a teraz pada deszcz. Ludzie ślizgają się, ślizgają się samochody. Powolnym tempem przez ciemne Oslo sunie autobus linii 31, który odbywa codzienny proceder przetransportowania mnie z przystanku Fornebu na przystanek Snaroyveien. Niedługo upłynie tysięcznica tych podróży i w związku z tym myślę o wystosowaniu do zakładu transportu miejskiego Ruter# list z podziękowaniami. Może dołączyć czekoladki? Alkoholu raczej nie, bo 300 koron piechotą nie chodzi. Toć połowa biletu miesięcznego za marną butelczynę. Autobus transportuje mnie ze szklanego budynku Mojej Korporacji w inne miejsce gdzie odbywam przesiadkę do innego autobusu, transportującego mnie w jeszcze inne miejsce. W Mojej Korporacji pracuję na stanowisku Mało-Znaczący-Manager. Moja praca polega na otrzymywaniu papierów od innych Mało-Znaczących-Managerów i wysyłania ich do kolejnych Mało-Znaczących-Managerów. Za tę pracę co miesiąc otrzymuję pensję na konto bankowe. Za pensję mogę nabyć pewną ilość Niezbyt-Potrzebnych-Produktów. Moja Korporacja również wytwarza Niezbyt-Potrzebne-Produkty nabywane przez Mało-Znaczących-Managerów innych korporacji. Nikt jednak nie wie jak one powstają. Podobno w głębokich i ciemnych piwnicach z papierów które wysyłamy składają je odrażające małe istoty zwane Chińczykami lub Wietnamczykami.

Z przystanku Snaroyveien muszę odbyć spacer na kolejny przystanek. Tam sprawdzam na elektronicznej tablicy za ile minut przyjedzie autobus linii 21, który transportuje mnie do St Hanshaugen, do moich pomieszczeń wypełnionych Niezbyt-Potrzebnymi-Produktami. Celem tej kontroli czasu jest sprawdzenie czy mogę wejść do przedstawicielstwa Korporacji Szybkie Jedzenie aby nabyć gumową, ciepłą bułeczkę. Z nudów głównie, nie z głodu. Sześć minut – zdążę. Gumowa Bułeczka kosztuje 40 koron gdy wynosi się ją na zewnątrz i 50 koron gdy chcemy skonsumować ją w pomieszczeniach Korporacji Szybkie Jedzenie. Wiadomo… wydatki na ogrzewanie, meble, wynajem. Nabywam zatem bułeczkę za 40 koron z zamiarem wyjścia na zewnątrz.

I wtedy przychodzi mi do głowy diaboliczna myśl. Zniszczę system!

Bezczelnie siadam na krześle i konsumuję bułeczkę za którą zapłaciłem 40 koron, a w takim wypadku należało się 50. Pożeram ją z satysfakcją a w mojej głowie kiełkuje plan. To oczywiste. Będę codziennie kupować Bułeczkę w cenie zjedzenia jej na zewnątrz i sabotować system konsumując ją w środku. Korporacja Szybkie Jedzenie codziennie poniesie stratę 10 koron. Gdy będę ten proceder powtarzać przez rok jej straty pójdą w tysiące koron. I co się wtedy stanie? Napięty biznes plan tej placówki się nie domknie. Bo wiadomo – kredyty bankowe, wysokie norweskie pensje, podatki. Będą musieli zamknąć tę placówkę. I wtedy powstanie tu coś pożytecznego! Może Biblioteka Ornitologiczna, Przytułek Bitych Psów albo Poradnia Złamanych Serc. Świat stanie się lepszy. Ale to nie koniec. Znając system od środka, wiem że zostanie przerwany łańcuch papierów wysyłanych przez Mało-Znaczących-Managerów. Pociągnie to za sobą upadek kolejnych placówek Korporacji Szybkie Jedzenie. Aż Korporacja będzie musiała upaść na całym świecie. Wówczas zostanie przerwany łańcuch wysyłki papierów z innymi korporacjami. Upadną banki w których ta korporacja miała kredyty. W związku z tym inne korporacje także nie będą miały gdzie zaciągać kredytów i wszystko rozpadnie się jak domek z kart! Wówczas korporacje przestaną zajmować miejsce i ludzie wybudują tam potrzebne placówki. Rozśmieszalnie, Przytułki, Bawialnie, Kluby Szybkich Randek, Słuchalnie Muzyki, Pożyczalnie i inne instytucje które przynoszą wszystkim radość.

Zniszczę system! Jeszcze tylko rok….

Kultura zjada strategię na śniadanie

Po świętach z powrotem w Norwegii… a właściwie w mojej chińskiej Norwegii….

Ale o tym za chwilę… wplotę tutaj wątek osobisty, dla notatek jakby… Otóż moja dziewczyna jest Gruzinką i z tego powodu napiszę ciekawostkę. Otóż Polska jest w Gruzji bardzo podziwiana. I to jeszcze znacznie sprzed czasu bohaterskich eskapad Lecha K. Głównym powodem jest to że z biednego postsowieckiego kraju stała się krajem w dużej mierze rozwiniętym i jednym z głównych europejskich graczy. Gruzińskie media przez długie lata stawiały Polskę jako przykład wzorcowego rozwoju…. A znienawidzoną postacią w gruzińskich mediach stała się premier Kopacz gdy zadeklarowała niemieszanie się w sprawy Ukrainy. Na gruzińskim facebooku powstały nawet grupy protestu przeciwko polskiej żelaznej damie.

Wracam więc do norweskich Chin – czyli mojej chińskiej korporacji w Norwegii. Chińczycy zadeklarowali ciężką pracę przez święta. Nic z tego nie wyszło…. nie zrobili nic bo w norweskich firmach nie pojawił się żaden pracownik. Gotowość jednak odbębnili.

Pojawił się dziś wyższy norweski management. Twarze zrelaksowane po narciarstwie i pobycie w hyttach – czyli norweskich chatkach w górach.

Spędziłem pewien czas na nauce norweskiej kultury pracy – styl egalitarny, kooperatywny, kobiecy można rzec. W przeciwieństwie do polskiej kultury biznesowej – indywidualistycznej, elitarnej, kultury walczących samotnych wilków. Lata spędzone w szwedzkiej korporacji pomagają. Przy maszynie produkującej paskudną kawę załatwiam parę spraw ” jak tam narty biegowe, Henning?” „Pogoda paskudna, nie da się biegać…. coś to wasze zapytanie ofertowe nie przewidziało paru opcji, będziecie musieli wydać jakieś pół miliona euro więcej…. pogoda paskudna, mam biegówki ale nie mogę wyjść w trasę”. Wzywa mnie chiński management. „Jak śmiesz odbywać tak ważne rozmowy w taki sposób? Pracujemy miesiącami nad zbudowaniem odpowiedniej struktury komunikacji. „. Starsza chińska manager przemawia uniesionym głosem. „To zupełnie nieprofesjonalne z twojej strony i ich strony”. Na spotkanie przybyła nowa transza chińskich inżynierów. Stoją na baczność. Siedzę oparty o ścianę. Jeden łypie na mnie okiem, w końcu siada. Drugi nadal wypięty w pozycji na baczność. Niech przemówi teraz pan Rzepinski – powiada project manager łamiąc moje nazwisko. Przemawiam. Kultura zjada strategię na śniadanie – jak powiedział Peter Drucker. Zastanawiałem się ostatnio kiedy wreszcie mnie wyrzucą. Najpierw urządzali liczne połajanki, potem dali podwyżkę.

Dźwięk zorzy polarnej

Do tej pory nie widziałem zorzy polarnej a jest to moje ogromne marzenie. Jej kolor jest przeważnie zielony a smugi tańczą po niebie. Zorzę wywołują odbicia słoneczne od gigantycznych ławic śledzi w Atlantyku… tak kiedyś twierdzili Wikingowie. Innym razem że są to tarcze Walkirii. Szamani na północy twierdzą że można ją usłyszeć i że jest to cała gama muzyczna.

Gdyż w Norwegii są szamani…

Jeden z nich na co dzień jest właścicielem firmy a po godzinach pracy przywdziewa tradycyjny strój, używa bębna, ziół i przyjmuje interesantów. Jest Saamem.

Saamowie to ze szwedzka Lapończycy. Jednak jest to obraźliwa nazwa gdyż pochodzi od łaty.

Brzydko narody skandynawskie potraktowały Saamów usiłując ich wynarodowić przez cały XIX wiek. Do tej pory trwa zażarty spór kto w Skandynawii był pierwszy. Spór bezsadny gdyż obie nacje noszą tę samą haplogrupą genetyczną pierwotnych osadników paleolitycznych I1. Saamowie jednak żyli przez wieki inaczej. Daleko na północy, trudnili się rybołówstwem i hodowlą reniferów. Ich język jest zbliżony do fińskiego. Dawno temu, gdzieś koło 1500 roku przed Chrystusem grupy osadników fińskich natknęły się na tych pierwotnych osadników. Mieli atrakcyjniejszy sposób na życie – renifery. Owe północne grupy przejęły język i część zwyczajów oraz fińskie geny występujące obok grupy I1. W muzeum w Oslo widnieje doskonała łódź Saamów – potrafili w swoich kanu polować nawet na wieloryby.

Dzisiaj mają swój parlament i kultywują zwyczaje. Do tej pory jeden starszy Norweg krzywi się jednak…. Saamowie. Azjaci jacyś pewnie.

Folk Saamów:

A to jedna z pieśniarek narodowości Saami. Odkąd przebywam w Skandynawii nauczyłem się rozróżniać Nordyków. Jej twarz jest wyraźnie bardziej fińska niż nordycka

Słowiańskie Niemcy

Odwiedzam często niemiecki land Schleswig-Holstein. I jak to w moim blogu bywa będzie on powodem do kolejnych opowieści o historii. Dodam tylko dwa zdania o walorach turystycznych tego landu: bardzo polecam. Szczególnie wybrzeże Morza Północnego, np miejscowość Sankt Peter-Ording. Jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć plaże o szerokości kilometra czy dwóch, przez które wędruje się jak przez pustynię aby w końcu dotrzeć do morza to polecam. Również na przykład miasto Schleswig z piękną katedrą i corocznym festiwalem Wikingów.

Któregoś razu zażartowałem że zwiedzam starosłowiańskie ziemie. Gdy wdałem się w rozmowę z miejsową rodziną to uznali mnie za szaleńca, gdyż po pierwsze powiedziałem że jeszcze 200 lat temu była tutaj Dania, a podejrzenie o moje szaleństwo sięgnęło zenitu gdy powiedziałem że kiedyś mieszkali tutaj Słowianie.

Historia to burzliwa i materiał na niejedną powieść historyczną.

Schleswig i Holstein zostały rzeczywiście utracone przez Danię na rzecz agresywnych Prus w XIX wieku. A że były to dwie najbogatsze duńskie prowincje, to pamiętają Duńczycy o tym do tej pory. Po tej bolesnej stracie podjęli decyzję o nieangażowaniu się w konflikty międzynarodowe i zabrali się za użyźnianie nieurodzajnych gleb i edukację chłopstwa. Tak powstał współczesny etos skandynawski.

A co się działo na tych ziemiach wcześniej wiemy…. z kronik niemieckich. Jeden z kanoników z Lubeki: mnich Helmond napisał w XII wieku „Kronikę słowiańską” – „Chronica Slavorum”. Jest ona dostępna online i można ją przeczytać po polsku: http://bc.wimbp.lodz.pl/Content/12337/Paplonski_Helmolda_kronika_a.pdf

I wyłaniają się starożytne ludy z mroku dziejów. Pojawiają się znowu i mój ulubiony lud słowiański – Ranowie z wyspy Rugia – bałtyccy piraci morscy i Wieleci i Obodryci. Pojawia się opis Polski – a polscy wojownicy wg mnicha stają w szrankach dobrze, jednak żądni są łupów i rabują nawet kościoły.

Zanim w XIX wieku wymyślono narodową politykę historyczną to Niemcy temat „swoich” Słowian dokładnie zbadali i opisali. Mało tego jeden z poetów niemieckich wywodził z dumą że pochodzi  z ludu Obodrytów.  Później przyszła moda na Magna Germania i Słowian wymazano a książki pokryły się kurzem. Tymczasem gdy sięgam do XVIII wiecznych prac to autorzy przez samą tylko analizę źródeł pisanych odkryli to co na nowo teraz odkrywają archeologowie.

Tak na marginesie Polska odpowiedziała taką samą polityką historyczną wymazując wszelkie inne ludy na ziemiach polskich. Kręgi kamienne? Toć słowiańskie. Biskupin? Ano prapolski przecież. Miecze jakieś w ziemi? Piastowskie. Tak to wyglądało przez 100 lat jako symetryczna odpowiedź na poczynania historyków niemieckich. Historycy niemieccy jednak się obudzili i teraz w Niemczech można znaleźć rekonstrukcje osad słowiańskich czy pomnik wodza Obodrytów który wszczął antyniemieckie powstanie. U nas z wolna dopiero akceptowane są fakty że na ziemiach polskich żyli germańscy Goci i Wandale. Oponentom tych teutońskich opraców nieco osładza życie fakt że oba te ludy wchłonęliśmy. I znów… to co odkryli archeologowie … po prostu jest w XVIII wiecznych pracach. Dla jednego z brytyjskich historyków  – Thomasa Nugenta autora „Historii Wandalii” (The history of Vandalia) jest po prostu wręcz oczywiste że Słowianie wchłonęli Wandali. (Książka jest dostępna online http://books.google.co.uk/books?id=tOw-AAAAcAAJ&printsec=frontcover&hl=pl&source=gbs_ge_summary_r&cad=0#v=onepage&q&f=false)

Jeden z archeologów, który odkrył Gotów pod Hrubieszowem miał z tego powodu liczne rozmowy wychowawcze. Odkrywać można… ale tylko Słowian. No Celtów ewentualnie można przełknąć, ale nie Germanów paskudnych. Hasali jednak u nas ci wschodniogermanie… Goci, Wandalowie, Bastarnowie, germański związek lugijski itd. Gdy upadł Rzym postanowili jednak wyprowadzić się z lasów do słonecznych stron Italii czy Hiszpanii. Tych którzy pozostali wchłonęła napływowa fala słowiańska.

Historycy zachodni nie zajmują się zbytnio tym zjawiskiem zajęci swoimi ludami. Tymczasem między V a IX wiekiem wydarzył się tajemniczy i niesamowity proces historyczny, który zmienił Europę. Gdy jeden z cesarzy bizantyjskich zapragnął zwiedzić Dalmację podczas konnej przejażdżki ujrzał kąpiących się w rzece nieuzbrojonych ludzi. Jak to w tych czasach bywało pojmał ich w niewolę. Byli to pierwsi Słowianie z którymi zetknął się świat zachodni. Wkrótce przyszło mu tego gorzko pożałować. Pojawiły się hordy Słowian a wśród nich ciężkozbrojni azjatyccy Awarowie. Bizantyjscy autorzy piszą o nieprzeliczonym mnóstwie Słowian którzy się pojawili nie wiadomo skąd(za grzechy oczywiście). Lud który pojawił na terytorium od Rumunii do Ukrainy rozmnożył się do rozmiarów potwornych i w ciągu 300 lat zalał pół Europy. Czemu i jak to się stało – trwają spory. Wiadomo jednak że w VIII wieku plemiona słowiańskie sięgnęły aż po Łabę w Niemczech, Uralu na wschodzie, a na południu zalały Grecję. Grecy chowali się w górach przed tą masową inwazją słowiańską. Dopiero prowadzona przez setki lat polityka rehellenizacji polegająca na przesiedlaniu Słowian do Turcji przez państwo bizantyjskie, przywróciła Grecję Grekom. Proces był to niezwykły, Słowianie stali się najliczniejszym ludem europejskim.  Warto dodać że język panował wówczas jeden i jak mówi relacja Słowianin z Pragi rozmawiał z „greckim” Słowianinem z Salonik.

Ekspansja słowiańska

Ekspansja słowiańska

Wróćmy jednak do Niemiec i Schleswigu – potrzebowałem jednak tego wstępu aby wyjaśnić skąd się Słowianie wzięli w Niemczech. Otóż osiedlili się w tzw „pustce osadniczej” po plemionach germańskich, które wywędrowały na zachód. Nie wszyscy oczywiście, pozostałości zostały wchłonięte i zeslawizowane.

Słowianie założyli na terytorium Niemiec kilkadziesiąt miast. Gdy uważnie przyjrzeć się niektórym nazwom niemieckich miast można odczytać swojskie nazewnictwo. Np miast Rostock – to nic innego jak Roztoka. Lubeck czyli Lubeka była największym miastem ludu Obodrytów i dawniej zwała się Ljubice (podobnie jak Lubljana). Ratzeburg- Racibórz, było to miasto Połabian. Mało tego! Stolica Niemiec- Berlin to miasto słowiańskie. Było to miasto założone przez Wieletów (którzy później bardzo naprzykszali się Polsce). Sama nazwa oznacza „miasto na bagnach” (kto widział Berlin z lotu ptaka np podchodząc do lądowania to natychmiast tę nazwę zrozumie). Na zachód od Słowian za Łabą mieszkały plemiona germańskie z których największym ludem byli Sasi. I pojawiło się wielkie państwo rozszerzające swoje granice. Był to Karol Wielki i państwo Franków. Rozpoczął on z Sasami krwawe wojny połączone z chrystianizacją. A w wojnach przydają się sojusznicy. Frankowie zauważyli że za Sasami mieszkają plemiona słowiańskie. Stąd pojawiają się w kronikach frankijskich nazwy Słowian zachodnich z którymi mieli styczność i również informacje od nich zasłyszane co znajduje się bardziej na wschodzie (O Polanach nie słyszeli stąd historycy mają problem ale na terytorium Polski wymieniają na przykład Goplan). „Niemieccy” Słowianie zgodzili się opłacać trybut Frankom i pomogli im w wojnie z Sasami. Sasi byli uparci w obronie swych germańskich bóstw, w końcu jednak ulegli tracąc dziesiątki tysięcy ludzi. Wkrótce zostali przymusowo schrystianizowani. Aby pozbawić ich zdolności oporu cesarz frankijski postanowił część wysiedlić. Dziesięć tysięcy osób ze Szlezwiku przesiedlono do Francji. Ziemię tę podarował w nagrodę Obodrytom, tak że ich ziemie sięgnęły Hamburga i dalej na zachód do Morza Północnego. Obodrytom wkrótce przyjdzie jednak tę ziemię stracić.

Największy zasięg państwa Obodrytów

Największy zasięg państwa Obodrytów

Na północy w Danii właśnie dojrzewał nowy żywioł – Wikingowie. Obrali za cel właśnie Obodrytów i pobili ich mocno. Zniszczyli doszczętnie jedno z miast obodryckich a rzemieślników i kupców osiedlili w swojej warowni o nazwie Hedeby, która mieściła się na południe od dzisiejszego miasta Szlezwig. Wkrótce potem Frankowie pobili krwiożerczych Dunów. Ziemie wróciły do Sasów a granica z Obodrytami przebiegała na zachód od miasta Lubeka.

Główne grupy Słowian Zachodnic

Główne grupy Słowian Zachodnich

Wkrótce potem cesarstwo frankijskie rozpadło się i powstało na ziemiach saskich i fryzyjskich cesarstwo niemieckie. Był to wówczas konglomerat różnych ludów scalanych chrześcijaństwem. Rozpoczęły się burzliwe relacje cesarstwa z sąsiednimi ludami słowiańskimi. Oczywiście wysyłano misjonarzy. Stopniowo Obodryci popadali w zależność od cesarstwa a ich śmiertelnym i niebezpiecznym wrogiem byli także Dunowie. Wiadomo jednak że miasta czy to niemieckie czy słowiańskie miały charakter mieszany: Słowianie mieszkali w nich z Sasami. A w każdym można było znaleźć najemników różnych narodowości. Na przykład jeden z królów duńskich „oszalał” – jak pisze duński kronikarz i postanowił podbić Szwecję i Norwegię. Zebrał armię złożoną z Dunów ale także Sasów oraz Słowian. A siły słowiańskie prowadziła amazonka – kobieta, Obodrytka (pradopodobnie) o imieniu Wiesna, która otaczała się grupą zabijaków i dzierżyła podczas bitwy z połączonymi siłami Szwecji i Norwegii – królewski sztandar.

Na mocy układów z cesarstwem Obodryci zaakceptowali obecność księży oraz płacili trybut. I tutaj jak zauważa niemiecki kronikarz – zbyt wielka była chciwość Sasów, którzy nałożyli zbyt wielkie daniny. I odnosi się ze zrozumieniem: wówczas udęczeni Słowianie powstali.

Na czele Obodrytów stanął król o imieniu Kruk. Pierwsze co zrobili Obodryci to zburzyli kościoły, a księży pozabijali. Kilkudziesięciu wycięli krzyże w głowach i oprowadzali po swoich osadach dla pośmiewiska. Kruk pobił wojska saskie – Obodryci wpadli do Hamburga całkowicie go niszcząc i zostawili w północnych Niemczech pas spalonej ziemi. Przez 12lat Sasi nie mogli pobić Kruka.

I tutaj pojawia się fantastyczna historia o zdradzie.

Od północy z Obodrytami znów graniczyli Duńczycy, a ziemie obodryckie całkowicie blokowały dostęp do Cesarstwa Niemieckiego. Kruka odwiedzał młody książę duński o imieniu Henryk. Henryk chciał wynegocjować przejści przez ziemie obodryckie, z kolei Kruk chciał wywiedzieć się od niego jak najwięcej a później zabić w zasadzce. Nie udało się to jednak Krukowi. Miał on bowiem żonę o imieniu Sławina. Musiała być piękna i młoda, bo jak niemiecki kronikarz pisze – znużona była życiem u boku starego męża. Duńczyk –Henryk musiał wpaść jej w oko oraz był perspektywą na lepszą przyszłość. Powiadomiła go o zasadzce i uknuli wspólnie zdradę. Kruk zaprosił Henryka na ucztę. Król obodrycki upił się i gdy pijany wychodził z domu, sługa Henryka odrąbał mu głowę siekierą. Taki był smutny koniec wielkiego władcy. Henryk ożenił się ze Sławiną i zapanował nad Obodrytami. Zawarł pokój z Sasami i przywrócił chrześcijaństwo. Wywołało to ogromne wzburzenie innych plemion słowiańskich i stawić musiał on czoła wielkiej koalicji słowiańskiej na czele wojsk obodryckich i saskich.

Niklot - jeden z wodzów Obodrytów, pomnik w Meklemburgii

Niklot – jeden z wodzów Obodrytów, pomnik w Meklemburgii

Długa to historia, przez kolejnych kilkaset lat cesarstwo niemieckie stopniowo wchłaniało państewka słowiańskie. Na terenie Obodrytów powstała Meklemburgia, która wcześniej zwała się Wieligard. Obodryci jednak nie zniknęli. Pod wpływem kościoła i zwyczajów zgermanizowali się i zaczęli mówić po niemiecku ale ich ród władał Meklemburgią do XVIII wieku. Również gdzieś do XVI wieku powszechnie używano w tym regionie mowy zachodniosłowiańskiej. A brzmiała ona tak:

polski połabski drzewiański
człowiek clawak, clôwak
wieczór Vicer
brat Brot
dzień Dôn
ręka Ręka
jesień prenja zaima, jisin
śnieg Sneg
lato Lato
siostra Sestra
ryba Ryba
ogień Widin
woda Wôda
wiatr Wjôter
zima Zaima

Na ziemiach słowiańskich pojawiło się osadnictwo niemieckie.  Jednakże…. całe wschodnie Niemcy: Meklemburgia, Brandenburgia i inne prowincje to…. etniczni Słowianie, którzy zaczęli mówić po niemiecku. Przed XIX wiekiem było to tak oczywiste że król Szwecji po podboju Meklemburgii nadał sobie tytuł „władca Wendów”, czyli Słowian. (Plemiona germańskie nazywały Słowian Venden, od starszego ludu Venedów który występował nad Wisłą od roku 0. Wikingowie Słowian zwali Vinden. Później rozpowszechniła się nazwa bizantyjska Sklaven, od plemienia słowiańskiego Sklawinów, z którymi bizantyjczycy mieli styczność).

Ekspansja słowiańska na terytoria Niemiec i Biza

Ekspansja słowiańska na terytoria Niemiec i Bizancjum

Chwała Wam wojownicy Palestyny

Będzie to historia bardzo osobista. O tym jak polityka może dotknąć życia i je zmiażdżyć.

Tego lata poznałem w Oslo Natalię. Natalia jest dziewczyną przecudnej i egzotycznej urody, jak to bywa z mieszankami etnicznymi. W jej żyłach płynie krew norweska, włoska, irlandzka i żydowska. Bardzo wysoka, wysmukła, z długimi brązowymi włosami do pasa. Co jednak bardziej istotne jest dziewczyna o wybitnym intelekcie. W stopniu przynajmniej komunikacyjnym włada 7 językami, udało mi się również nauczyć ją odrobiny polskiego. Grywała sonaty na pianinie i … występowała w narodowej, norweskiej drużynie szachowej. Wszystko to sprawiło, że żywiej zabiło moje serce. Natalia była jednak dwa razy młodsza i gustowała w przystojnych, skandynawskich blondynach. Od czasu do czasu wysłuchiwałem więc jak to któryś złamał jej znowu serce.

Któregoś razu oświadczyła: „próbowałam się zintegrować z Norwegiami, jednak nie jestem stąd mimo że mówię płynnie po norwesku; zawsze mnie odrzucali. Mieszkam teraz we Włoszech ale także nie czuję że tam należę. Idealne życie, idealny chłopak, rejsy, wieczna zabawa, duszę się… chcę wyjechać do ziemi moich ojców, poznać moje korzenie, pomagać ludziom” (Natalia studiowała medycynę). „Chcę wyjechać do Izraela. Dostałam ofertę od najlepszej medycznej szkoły wojskowej. Rodzina mnie jednak zabije. A Ty co o tym myślisz?”. Długo się zastanawiałem. „Nie możesz słuchać nikogo przy podejmowaniu takiej decyzji” – odpowiedziałem w końcu – „jak będziesz żyła według czyjegoś scenariusza to nigdy nie będziesz szczęśliwa. Zresztą i tak widzę że podjęłaś już decyzję”. „Tak, podjęłam”. I wyjechała.

„Ech moja szalona córka, w matkę się wdała – jak byłam nastolatką zrobiłam dokładnie to samo” – napisała do mnie kiedyś jej matka – „ale jeszcze nie wie do jakiego piekła wyjechała”.

Natalia odzywała się od czasu do czasu, to jakieś seksowne zdjęcie z plaży, aby mnie podrażnić, to wino izraelskie. Potem chakter wiadomości się zmienił. „Muszę ćwiczyć po 14 godzin dziennie”. „Zamieniają mnie tutaj w robota, kontrakt uniemożliwia wyjazd przez wiele lat”. „Chodzę teraz w patrolach paramedycznych – pomagamy rannym”. Później znacznie gorzej „Hamas atakuje, na moje osiedle spadło kilka rakiet”. „Dziecko w strefie Gazy zmarło mi na rękach”. Wiele razy pisałem jej że musi zrozumieć Palestyńczyków – Izrael założył im pętlę na szyję. Później uspokoiło się… znowu wróciła na studia i zaczęła ponownie flirtować: „Co? Masz nową dziewczynę? Co to za wiedźma?”. Od czasu do czasu zabawialiśmy się przez internet w jej językowe zainteresowania wywodząc słowa do korzenia indoeuropejskiego. Wysłałem jej dla przypomnienia Oslo zdjęcie tutejszej Synagogi. Natychmiast pojawiła się norweska policja – po co robię zdjęcia? Skąd jestem? Norwegowie delikatnie mówiąc za Izraelitami nie przepadają stąd Synagoga jest chroniona. Później znowu się zaczęło. „Ortodoksi walczą z Palestyńczykami w Jerozolimie, znowu chodzę w patrolach paramedycznych jako pielęgniarka”. „Ci odważni faceci zawsze mnie wysyłają na najbardziej niebezpieczne odcinki bo wiedzą że nie odmówię”. I niedawno „mówiłam Ci że Cię kocham?”. I zniknęła.

Dowiedziałem się później co się stało. Trójka dziewczyn z patrolu medycznego opatrywała rannego i dwie odniosły go na noszach. Natalia została sama. Nagle wokół pojawili się bojownicy palestyńscy. W rękach mieli cegły. „Proszę, nie zabijajcie mnie” – poprosiła po arabsku. Cegły poszły w ruch.

Odezwała się po wielu dniach pisząc łamanymi zdaniami. „Jak …. można…. tak bardzo …. nienawidzić? Przecież …. ich prosiłam”. „Jestem na… morfinie, ale….. odlot, już nie będę … mogła bez niej żyć”.

Piękna twarz Natalii jest zmieniona nie do poznania, nie widzi na jedno oko a jej nogi są sparaliżowane.

Chwała wam wojownicy palestyńscy! Odnieśliście zwycięstwo nad samotną pielęgniarką. A gdy przyjdzie wam oddać za ojczyznę życie, otworzą się wrota raju i przywita was sam zwycięski Saladyn z szablą damasceńską, 40 hurys odda wam swoje słodkie usta.